Forum www.f23.fora.pl Strona Główna www.f23.fora.pl
Niezależne forum internetowe F23 - Wejdziesz - nie wyjdziesz
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

O okrucieństwach wojny

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.f23.fora.pl Strona Główna -> Rozmowy kulturalne
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
pp2 nl
Gość






PostWysłany: Wto 19:49, 13 Wrz 2022    Temat postu: O okrucieństwach wojny

Otoczyliśmy Turczyna wedle drogi hen na akkermańską twierdzę. Panowie husaria sprawnie poradzili sobie z pierwszymi szeregami a potem myśmy weszli między janczarów niczym żeńcy pośród zboża aż ramiona bolały od pracy szabelką, jednak w kilka zdrowasiek wróg poszedł w rozsypkę.
Utrudzeni po tej przeprawie szukaliśmy gdzieś miejsca na wypoczynek i jeden ze zwiadowców doniósł nam o rzeczy dziwnej. Oto w samym środku tureckiej ziemi natrafił na samotną chatę smolarza, który jak się zdawało wyrozumiał kilka słów po polsku, choć plótł trzy po trzy w różnych językach.
Niewieleśmy się nad tem głowili, bo zmierzchać poczęło więc dałem rozkaz byśmy u owego smolarza na noc się rozstawili. Takoż i podjechaliśmy pod jego chatynkę, skromną nad wyraz, lada jako ogaconą i brudną okrutnie, jednak czegóż spodziewać się innego po człeku tak niskiego stanu i podłego zajęcia?
Wszedłem z towarzyszami do niskiej izby, na której środku siedział ów smolarz. Był to chłop dosyć tęgi, z wąsem krótko przyciętym na modłę tych Niemczyków, o których nasza szlachta chętnie rzuca krotochwilne opowiastki. Choć odzian jeno w słomiane łapcie i ubogą sukmanę rozsiadł się na zydlu jak basza, podparł pod boki, po czem zagadywać nas zaczął łamanym językiem ni to po polsku ni to po niemiecku. Wyrozumieć się z tego wiele nie dało, jednak mieliśmy pośród roty jednego oficjera co walczył drzewiej w Prusiech i z jego pomocą dowiedzieliśmy się, że gospodarz nasz zowie się Erwinem i mieszka tu sam na tureckim pustkowiu. Im bardziej jednak ów człek zapalał się do rozmowy i im więcej nam prawił, tym bardziej rosło w nas przekonanie, że musi być on niespełna rozumu.
Oto podle jego opowieści, żył on właśnie dostatnio w brandenburskiej dziedzinie, gdzie wszystko miał lepsze niźli w Polsce. Gdyśmy mu wypomnieli, że nie w Niemczech a w Turcji się znajduje, zerwał się gwałtownie i zaczął nam pokazywać mizerną swą chudobę, twierdząc uparcie, że wyszczerbiona drewniana łyżka jest w rzeczywistości srebrem co ją kupił od elektora saskiego, że prosta ława z dębowych, źle oheblowanych desek zbita, to wykwinty mebel, nabyty za złote talary u najlepszych rzemieślników bawarskich. Wreszcie wskazując nam na zewnątrz na chwiejący się chlewik krzyczał, że trzyma w nim karocę i rumaki z pełnymi rzędami końskimi, nie zdzierżyliśmy i jeden z nas wylał nań przyniesione od studni całe wiadro lodowatej wody.
Niewiele to pomogło, ów Erwin nadal powtarzał z obłędem w oczach, że jest bogatym Niemcem i ma nawet na to glejt, zdecydowaliśmy się więc nocować w innym miejscu.
Ledwieśmy wyszli, podjechał jeden z naszych z czatów, które pochwyciły języka z tureckiego podjazdu. Od tego jeńca poznaliśmy prawdziwą historię Erwina. Gdy Mars objął w posiadanie te ziemie a wojska zaczęły je miażdżyć żelaznemi ręcy, znaczne tureckie oddziały przetoczyły się przez okolice smolarni. Nie miejsce tu na opis tego co czerń turecka robi z jeńcami, dość rzec, że poswawolili sobie ze smolarzem Erwinem nieco nim poszli dalej, zasię pozostawili go pogrążonego w malignie, która do dziś mu nie przeszła.
Nie wiem, panowie, co się z tym nieszczęśnikiem dalej działo, nas wojenna potrzeba wiodła nazajutrz w inne strony a losy tego Erwina pozostają już na zawsze nieznane.
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
pp2 nl
Gość






PostWysłany: Wto 19:51, 13 Wrz 2022    Temat postu:

Otóż byłem tam nie dalej jak kilka dni temu, zatrzymując się na krótki popas przed dalszą podróżą a wybierałem się do Bydgoszczy. Wstąpiłem do niewielkiej lecz schludnej karczmy i gdy spożywałem talerz apetycznego barszczu, dobiegło mnie zza okna dziwnie niepokojące rżenie mego dzielnego rumaka -Pioruna. Wybiegłem ocierając w pośpiechu barszcz z wąsów i oczom moim ukazał się ambarasujący widok. Oto ujrzałem człowieka w wieku zapewne koło trzydziestki, kompletnie nagiego, którego fizjognomia wyglądałaby na nader pospolitą, gdyby nie okrutnie rozbiegane spojrzenie - jegomość ów zdawał się patrzeć w dwie zupełnie różne strony świata naraz. Miary jego żałosnego wyglądu dopełniały imponujące zakola. Człek ten dopadł do Pioruna i nimem zdążył wypowiedzieć słowa: odejdź pospolitaku!, nadział się sam, z własnej woli, na koński peryskop!
Rżenie rumaka zbiegło się z okrzykiem niewątpliwej rozkoszy jakie wydał z siebie ów sodomita! Z bocznych uliczek nadbiegali zaniepokojeniobywatele, by więc odegnać tego nieszczęśnika i uwolnić od jego krępującego zachowania mego Pioruna, potraktowałem zakolarza szpicrutą po jagodach, ów jednak zdawał się czerpać z tego raczej przyjemność i zupełnie nie był tą sytuacją skonfundowany. Nie widząc innego wyjścia dobyłem szabli i zacząłem go solidnie płazować, niestety nim odpędziłem go precz zdążył jeszcze doprowadzić do rozkoszy Pioruna i oddalił się dopiero cały pokryty końskim lukrem.
SzlachetniobywateleGórzna rzucili się do przeprosin, znali oni bowiem owego nieboraka od dawna, zwano go Oldmanem (to angielski przydomek ze względu na owe godne starca zakola), trudno było mieć więc do nich żal, jednak przestrzegam kolejnych wędrowców, którzy zawitają w tamto miejsce, by mieli baczenie na tak niezwykłego autochtona.
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
pp2 nl
Gość






PostWysłany: Wto 19:53, 13 Wrz 2022    Temat postu:

Nie pomnę już dokładnie w jakim celu jechaliśmy w tamtestrony, widzi mi się jakby jeden z towarzyszów zapragnął obaczyć swoją ojcowiznę, którą Moskal zdołał już tymczasem zagarnąć. Jechaliśmy w grzecznym szyku wąskim leśnym duktem, kiedy z zza zakrętu, tuż zza wielkiego dębu wyskoczył jakiś człek i wymachiwał rękami dając nam znaki byśmy się doń zbliżyli.
"Ratujcie dobrzy ludzie" - krzyczał, kiedyśmy podjechali. - "Gorze mnie!". Tu trzeba dodać, iż był to mąż słusznej postawy, lecz dziwnie wymizerowany, z brodą na wzór bojarski zapuszczoną lecz całkiem zmierzwioną i ponadpalaną, takoż i przyodziewek jego choć mocno zniszczony znamionował człowieka zamożnego i wysokiego stanu.
Lecz nimeśmy zdołali o cokolwiek go zapytać, wyskoczyli z gęstwiny zbrojni równie utrudzeni jak nasz nieborak lecz mimo to rzucili się nań i usiłowali pochwycić. Dałem znak przybocznym by chronili ściganego a sam dopadłem napastliwych łotrów srogą im dając naukę.
Kiedy porzuciwszy zabitych uciekli jak niepyszni, zajęliśmy się ratowaniem owego nieszczęśnika, który tak łaknął naszej pomocy. Opatrzony szarpiami i napojony zdrowym węgrzynem, doszedł rychło do siebie i opowiedział nam historię, od której włos nam na głowach się jeżył.
Oto zwał się on SNK, wywodził się ze starego ruskiego rodu wszak zżytego z Koroną od dawna i właśnie nabył najnowszy sakwojaż za 3000czerwonychzłotych (płatne gotówką u żyda w Czernihowie, śmiecie). Nie dziwiło, że wybierający się w tamte okolice nasz król zapragnął mieć go w swoim towarzystwie, Panicz SNK był to bowiem frant nie lada a przy tem człek oddany i godzien zaufania. Lecz oto któregoś poranka, już nieopodal smoleńskiego podgrodzia, całą wyprawę ogarnęła niesamowita mgła! Zewsząd zaczęły dobiegać dziwne nawoływania Moskali, aż przewodnicy zmylili drogę i karoca królewska a za nią niemal cała konna wyprawa, 96 głów, zwaliła się w niespodziewanie głęboką rozpadlinę! Do tych co nie zginęli zdradzieccy moskwici strzelali z bliska z oręża wszelakiego aż wszystkich ubili, jeden tylko SNK zdołał w ostatniej chwili chwycić się jakiejś brzozy i w przepaści otchłań nie upadł. Lecz zawzięci Moskale tropili go po smoleńskich lasach on zaś cudów dokonywał uchodząc przed nimi, choć strzałami i kulami poranili go okrutnie.
Zasię podjęliśmy decyzję, by co koń wyskoczy posłać umyślnego do kraju ze straszną nowiną, my zaś Panicza SNK bezpiecznie odstawiliśmy do samej granicy.
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
pp2 nl
Gość






PostWysłany: Wto 19:54, 13 Wrz 2022    Temat postu:

Na pewno słyszeliście o tym, panowie, z drugiej albo i z trzeciej ręki, pozwolę więc sobie opowiedzieć jak było naprawdę.
Gdyśmy samoczwór, wesołą kompaniją zatrzymali się w Toruniu, wstąpiliśmy do jednej z polecanych nam gospód. Ledwieśmy weszli, gospodarz, snadź zwyczajny wydarzeń, które wkrótce nastąpiły, wskazał nam ławę i stół w głębi izby, przy samej ścianie. Nienawykli do takiego traktowania urządziliśmy mu krótki wykład jak powinno się odnosić do ludzi wyższego stanu, on jednak pozostawał nieugięty aż w końcu, by dnia nie żegnać awanturą, usiedliśmy we wskazanym miejscu. Wkrótce na naszym stole stanął posiłek, jednak zaskakująco ubogi jak na szacunek, którym cieszyła się gospoda. Zagadnąłem dziewkę służebną o przyczynę tego stanu rzeczy, ta jednak zdołała tylko wyszeptać "Krzyżak nadchodzi" i z tymi niezrozumiałymi słowami uciekła a wówczas otworzyły się wrota gospody i wtoczyła się przezeń do wnętrza postać monstrualnej wręcz postury. Był to człowiek, tfu tam człowiek, była to kreatura nieprzebranej tuszy, która sapiąc ciężko zajęła miejsce na środku izby. Monstrum snadź zmęczone wysiłkiem jaki stanowił dlań ten krótki spacer rozpięło koszulę ukazując bujną pierś, której nie powstydziłaby się żadna karmiąca niewiasta.
Jakby na ten sygnał z cienia wyskoczyło kilku krzepkich pachołków dzierżąc wielkie wiadra, kadzie i gąsiory, pełne wszelakiego jadła i napitku, choć nie była to strawa wyszukana - ot całe funty ziemniaków, słoniny, kaszy, cebuli i mięsiwa pośledniej jakości. Monstrum nabierało je pełnymi garśćmi a czego nabrać nie zdołało pachołkowie żwawo wrzucali do rozwartej paszczęki. Wkrótce wszystko zniknęło w uściech tej poczwary. Był to jednak dopiero pierwszy z jego posiłków, kolejne bowiem wiadra i antały wnoszono na salę zabierając te spustoszone nienasyconym głodem potwora.
Teraz dopiero zdaliśmy sobie z towarzyszami sprawę, iż to za sprawą tego "Krzyżaka" w Toruniu zapanowała taka bieda i sromota, teraz dopiero pojęliśmy czemu obywatele tego miasta wychudzeni są i przygnębieni, czemu przychówek ich wynędzniały a zwierzyny, jakiej wszak pełno w każdem mieście, w Toruniu nie uświadczysz nawet myszki najmniejszej.
Niewiele myśląc powzięliśmy plan przegnania potwora - każdy z nas chwycił co mial pod ręką, ja swoją szabelkę, towarzysze zaś rapiery a jeden nawet guldynkę. Otoczyliśmy monstrum i nuże, rzuciliśmy się do dzieła srogo kłując go a płazując a nawet strasząc hukiem wystrzałów z guldynki. "Krzyżak" nie zdzierżył nam tego ataku i wolno bo wolno ale w końcu podał tyły i uszedł w niesławie.
Nie masz słów, których nie użyli w podzięce dla nas gospodarze jak i inni mieszkańcy Torunia, którzy zbiegli się na to wydarzenie. Gościli nas jeszcze do następnego dnia, znając jednak ich nędzną aprowizację, pozostawiliśmy ten gościnny gród wkrótce, prosząc przecież, by gdyby "Krzyżak" ów ponownie się objawił, dali nam znać.
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
pp2 nl
Gość






PostWysłany: Wto 19:55, 13 Wrz 2022    Temat postu:

Wracałem czas jakiś temu z dalekiej ekskursyi i utrudzon wielce rozglądałem się po gościńcu czy jakiej karczmy nie uda się znaleźć, gdzie mógłbym się posilić i przenocować. Tak jednak się działo, że wjechałem w okolice iście odludne i markota mnie dopadła, że przyjdzie mi spać jeno w cieniu starych dębów wsłu@@@ąc się jak z daleka nawołują się wilcy. Jakaż więc była moja radość, kiedy dojrzałem jadących samotrzeć w tym samym kierunku co ja podróżnych.
Trochę stropiłem się wszakże, dwóch z nich bowiem miało na się habity zakonne, trzeci zaś szczelnie zawinięty był w burkę i objęty mocnymi pasami - obaj mnisi podtrzymywali go na osiołku jadącym pomiędzy nimi.
Zagadnąłem ich dokąd jadą i ku mej uldze jeden z mnichów oświadczył, iż podążają do bliskiego klasztoru, gdzie chętnie ugoszczą mnie spyżą i noclegiem w wygodnej celi.
Tak więc dołączyłem do tej trójki i jechaliśmy teraz samoczwór a zakonni rozgadali się wkrótce, snadź nużyło im się w długiej drodze. Większą wszakże zagadką był dla mnie ich trzeci milczący towarzysz aż w końcu widząc moje ukradkowe spojrzenia, mnisi rzekli, iż jest to zubożały szlachcic, pan Kałamaga, którego z powodu utraty przezeń zmysłów wiozą na prośbę rodziny do klasztoru by tam zażywszy wywczasów do kondycyi przyzwoitej doszedł.
Zmierzchało gdyśmy dotarli na miejsce. Przeor wyszedł nam na spotkanie a następnie ugościł skromną lecz smakowita kolacją. Wtenczas przyprowadzono też i owego Kałamagę, który jednak siedział ze spuszczoną głową mamrocąc jeno niezrozumiałe słowa. Przeor zaś pokrótce opowiedział mi smutną historię tego nieszczęśnika.
Oto w jednej z nieodległych wsi żyła rodzina Kałamagów, dziad tu obecnego był nawet kimś znaczniejszym, jednak majątek rychło roztrwoniwszy popadł w nędzę, potomstwo zaś jego żyło ubogo do dziś. Obecny tu Kałamaga nie mogąc znieść swego lichego stanu uciekać jął w świat fantazyi. Roił sobie naprzemiennie, że jest kimś znamienitym, a to że ma powodzenie u niewiast aż w końcu, że bywa w dalekich zamorskich krajach. Jednocześnie zaś tkwił w nędznej chudobie, czasem całemi dniami nie ruszając się ze stołka aże mu nogi porosły grzybem jakowymś cuchnącym - domownicy tego znieść już nie mogli. Proszono cyrulika wędrownego o pomoc ten jednak nic nie wskórał a jeszcze go Kałamaga zbeształ, twierdząc że ów mu zamorskie piękności wypłoszył. Wobec tak wyraźnej utraty rozumu nie było innej rady jak księdza zawezwać a ten doradził do klasztoru biedaka odwieźć i tam ufać w jego wyleczenie.
Kałamaga kiwał się niby sierota w tym czasie w końcu uniósł głowę ukazując oblicze szare i wyblakłe a dziwne przy tym bo jednobrewe. Po czym zaczął nam cichym głosem opowiadać, że jest właśnie w dalekim Sao Paolo, gdzie indiańskie białogłowy słodkie śpiewają mu pieśni a on spożywa zamorskie trunki.
Spojrzeliśmy na siebie z przeorem i ten cicho polecił wyprowadzić nieszczęśnika ku mnie zaś krótko się zwrócił, że wielkiej nadziei nie widzi, jeno modlitwę a posty częste. Zasię poszedłem na spoczynek a rankiem ruszyłem w dalszą drogę wspominając jak to kruchej kondycyi jest ludzki rozum.
Powrót do góry
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.f23.fora.pl Strona Główna -> Rozmowy kulturalne Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin